~Cierń w sercu~
Poranek zapowiadał się świetnie, za oknem widać było cudowną pogodę, słońce świeciło, Ja wreszcie wypoczęty i pozytywnie nastawiony do życia, a To wszystko dzięki temu ,że odzyskałem kumpla. Wstałem, ubrałem się, zjadłem śniadanie i z uśmiechem na twarzy poszedłem się z nim spotkać. Gdy mijałem plac zabaw nieopodal domu Alana, dostrzegłem coś dziwnego. Było bardzo ciepło i nawet w jeansach i t-shircie mi było duszno ,a po drugiej stronie placu zauważyłem jakiegoś faceta, całego na czarno, w płaszczu, opartego o bramkę z papierosem w ręku. Może to jako tako jeszcze by nie było aż tak dziwne, bo w końcu każdy ma swój gust, ale czułem ,że co chwilę się mi przyglądał, a mnie przechodziły dziwne dreszcze. Przyśpieszyłem kroku i wszedłem pomiędzy bloki by go zgubić. Gdy zszedłem z pola jego wzroku, ciarki ustały. To było dość dziwne, ale szedłem dalej, minąłem połowę osiedla i poczułem znów to samo, nerwowo zacząłem rozglądać się dookoła, pomyślałem ,że być może mnie śledzi ale nikogo nie było, Przyznam jak na porę dnia, czułem się jakbym wracał późną nocą po horrorze z kina. Zacząłem przyśpieszać aż przeszedłem do truchtu, musiałem znaleźć się jak najszybciej u Alana. Gdy byłem pod jego domem, złapałem oddech. Alan otworzył mi i spojrzał na mnie ze zdziwieniem:
Alan: Aż tak Ci się do mnie śpieszyło? - uśmiechnął się, zamykając drzwi za Neythanem
Neythan: Heh i tak byś mi nie uwierzył..
Alan: Taa zwłaszcza ,że ostatnio wiele się dzieje w co trudno uwierzyć.
Neythan: I jak, znalazłeś coś może?
Alan: Poświęciłem pół nocy na przeszukiwanie neta ale nie wiele..-westchnął, siadając przy komputerze
Neythan: Nie wiele czyli coś masz?
Alan: Taa.. znalazłem jakieś wzmianki na temat symboli na twoich plecach ,ale są dość niezrozumiałe dla mnie, naukowe określenia itp. ale autor mieszka nie daleko stąd, zajmuje się takimi sprawami i możliwe ,że coś wie.
Neythan: No to trzeba będzie go odwiedzić
Alan: Tak, ale to jednak jest dość kawałek, jutro będę miał cały dzień wolny więc możemy jechać.
Neythan: Dobra w takim razie spisz dokładny adres, a dziś muszę się dobrze przygotować
Alan: Na co przygotować? -spojrzał ze zdziwieniem
Neythan: No dziś idę do dyrektora z Ojcem, będę musiał tego dziada przeprosić
Alan: Aaa no tak, no to będziesz musiał się na prawdę postarać
Spojrzałem na Alana lekko poirytowany ale niestety miał racje, lecz nie miałem pojęcia jak to zrobić, dziś co prawda czuję się dobrze, ale nie mam pojęcia co może się wydarzyć gdy znów się zdenerwuje ale przy tym nauczycielu nie da się nie wkurzyć. Pozbierałem się i wróciłem do domu, akurat z pracy wrócił Ojciec, spojrzał na mnie i zmęczonym głosem powiedział:
Tata: Neythan, mam nadzieje ,że jesteś gotowy, chcę mieć to za sobą bo jestem zmęczony, zaraz idziemy do szkoły.
Neythan: Tak wiem..
Gdy dotarliśmy do szkoły, już czułem się gorzej, wiedziałem ,że lekko nie będzie ale musiałem się powstrzymać od negatywnych myśli. Weszliśmy do gabinetu dyrektora, czekał tam już Griff ,własnie skończył o czymś dyskutować z Dyrektorem, spojrzał na mnie na wpół groźnym wzrokiem lecz wciąż było widać ,że jest troszkę wystraszony. W normalnych okolicznościach, wewnętrznie bym triumfował ale obecna sytuacja nie była zupełnie pozytywna, nawet nie byłem pewien co zobaczył.
Dyrektor wpierw poprosił by został mój ojciec ,a ja miałem poczekać za drzwiami. Posiedziałem z dobre dwadzieścia minut, aż otworzyły się drzwi. Dyrektor machnął do mnie ręką, bym wszedł, usiadł na fotelu i zaczął:
Dyrektor: Rozmawialiśmy tutaj z twoim Tatą, co prawda to co zrobiłeś, kwalifikuje cię do tymczasowego zawieszenia ale to był pierwszy raz jak przydarza się Tobie coś takiego, pan Griff powiedział nam ,że ostatnio byłeś na lekcjach roztargniony i widać było po Tobie zmęczenie. Doszliśmy do wniosku ,że tym razem darujemy ten wybryk ale lepiej by się nie powtórzył.
Spojrzałem zdziwiony na mojego nauczyciela, nie wierzyłem w to ,że potraktował mnie po tym wszystkim tak łagodnie, w życiu bym się po nim tego nie spodziewał. Przyznam ,że zrobiło mi się głupio. Opuściłem wzrok i jedyne co mogłem zrobić to przeprosić. Tata podziękował dyrektorowi i nauczycielowi i wyszliśmy ze szkoły. Przeszliśmy kawałek drogi w ciszy, gdy usłyszałem głos ojca:
Tata: Heh..upiekło Ci się...mam nadzieje ,że czegoś się nauczyłeś...możesz mi powiedzieć co sprawiło ,że doszło do takiej sytuacji? Ostatnio chodzisz dość dziwny, prawie w ogóle Cię nie widać, znikasz nawet nie wiem kiedy.
Neythan: Tato, to nie tak, ostatnio nie czuje się najlepiej, ale to było chwilowe, może to ze stresu....jest okej, już więcej się....
Nie zdążyłem dokończyć, przed nami ujrzeliśmy tłum ludzi, okrążający ulicę, na chodniku stała karetka i policja. Nie ludzi było tak wiele ,że nie dało się dostrzec co się wydarzyło. Tata podszedł do swojego kolegi ,który stał nieopodal i zaczął z nim rozmawiać. Po chwili dostrzegłem jak Tata zrobił się cały blady ,a jego twarz nagle stała się taka..bez życia. Tata spojrzał na mnie i na chwilę zastygnął bez ruchu, nie wiedziałem co się dzieje, ale poczułem ,że coś jest bardzo nie tak. Nagle usłyszałem płacz kobiety, znałem ten głos i po chwili do mnie dotarło, nie wiele myśląc zacząłem się przedzierać przez tłum ludzi ,a gdy dotarłem na koniec, poczułem jakby nagle przeszyło mnie tysiące noży. Ujrzałem jakieś czarne auto stojące na poboczu i dwóch ratowników podnoszących nosze na ,których leżał czarny worek i gdy zobaczyłem i gdy zobaczyłem Kobietę ,której płacz słyszałem z tłumu, dotarło do mnie ,że to mój przyjaciel. Podbiegłem do worka i rozpiąłem go kawałek, ujrzałem bladą i lekko zakrwawioną twarz Alana. Nagle nastała cisza, wszystko ucichło, nie słyszałem karetki, ludzi, płaczu matki Alana, ani policjantów ,którzy mówili coś do mnie. Upadłem na kolana ,a w oczach pojawiły się łzy. Nie potrafiłem zrozumieć tego co właśnie się stało. Wydawało mi się jakbym uczestniczył w koszmarze i tak bardzo chciałem się wybudzić ale nie mogłem. Poczułem dłoń na ramieniu, mój Tata nie wiedział co powiedzieć, po prostu stał za mną i trzymał dłoń na ramieniu.
Tata: Neythan, Ja....Ja....nie wiem co powiedzieć.
Neyhan: Spokojnie tato...jest okej. Muszę się przejść...sam.
Wstałem i ruszyłem w kierunku wzgórza na ,którym przesiadywaliśmy z Alanem. Czułem jakby świat nagle przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, jakbym utknął w jakiejś pustce, nicości. Gdy dotarłem na miejsce, usiadłem na trawie i zacząłem patrzeć na niebo, czułem jak powoli napływa nienawiść, Po chwili znów wszystko zaczęło piec, ale ja nawet nie bardzo to odczuwałem, byłem tak wściekły, że nawet nie walczyłem z tym, po prostu dałem się pochłonąć, dzięki temu ból był prawie nieodczuwalny, po chwili moje ręce przybrały czarny kolor, a wokół mnie pojawiła się mgła, była identyczna jak tych demonów ,które spotkaliśmy na górze, ale nie przejmowałem się.. poczułem się lepiej, nienawiść dawała mi siły, poczułem jak bardzo nienawidzę tego świata, przed oczami pojawiały się obrazy, mojego nauczyciela, martwego Alana, wszystkich ,którzy mi w dzieciństwie dokuczali, wszystko to sprawiało ,że mgła robiła się coraz gęstsza. Po chwili pojawiły się przede mną dwie postaci, jedną znałem, był to ten facet ,którego widziałem koło placu, a drugi przypominał jednego z demonów z góry. Facet spod placu podszedł do mnie, położył rękę na ramieniu po czym powiedział:
Arsen: Wiem co czujesz chłopcze, chodź z nami, jest ktoś kto chcę Ci pomóc, da ci to czego potrzebujesz..
Neythan: Skąd może wiedzieć czego chcę
Arsen: On wie więcej niż sobie wyobrażasz, zna ten świat od początków i podziela twoje zdanie, chodź z nami, a przekonasz się sam.
W tym momencie, poczułem ,że nie mam nic do stracenia, skinąłem głową po czym otoczyła nas chmura dymu i wznieśliśmy się wysoko i polecieliśmy w dobrze znanym mi kierunku. Gdy już stanęliśmy przed drzwiami, złapałem oddech i pełen nienawiści wszedłem do środka ,a w mojej głowie usłyszałem jego głos:
Głos: Witaj spowrotem Nathanaelu......czekałem na Ciebie...
Neythan: Podobno potrafisz mi pomóc.....słucham..
.png)

Świetne :D Czekam na kolejne rozdziały <3
OdpowiedzUsuń