~Upadek~
Ocknąłem się po kilku godzinach, cały zmarznięty od podłogi. Wszystko ustało, udało mi się w końcu złapać oddech. Podniosłem się powoli spoglądając w odbicie lustra w nadziei ,że jest już wszystko dobrze i nie zobaczę tych oczu ,albo czegoś gorszego. Położyłem dłoń na połowie twarzy i spojrzałem niepewnie, na szczęście nic już nie było, wyszedłem zmęczony z łazienki, czułem się jakbym przez cały dzień dźwigał większy ciężar niż mógłbym udźwignąć, byłem może 2 kroki od łóżka gdy poczułem mocny zawrót głowy po czym opadłem bezwładnie na nie, całkowicie zdezorientowany, jakby nie świadomy otoczenia.
Oczy same się zamykały, były tak ciężkie.. zobaczyłem koło siebie jakiś cień jakby postać w czerni lecz nie byłem w stanie nic zrobić, w końcu zasnąłem. Obudziłem się późnym wieczorem, głowa pękała mi z bólu, jakbym balował przez miesiąc, rozglądnąłem się po pokoju ale nikogo nie było. Oparłem się o ścianę i zacząłem rozmyślać nad tym, co zrobić, nie miałem pojęcia jak sobie pomóc, zostałem zupełnie sam. Czułem smutek ,a jednocześnie gniew, żal do wszystkich za to ,że tak jest, zacząłem obwiniać w myślach każdą osobę ,którą znam. Coraz więcej nienawiści wypełniało moje serce, chodź rozum nie potrafił pojąć dlaczego i skąd się to bierze. Musiałem coś zrobić zanim gniew znów wróci, wziąłem jakiś magazyn ,który miałem pod ręką i zacząłem przeglądać ale to nic nie dawało, był już wieczór ale poczułem ,że muszę wyjść, liczyłem ,że świeże powietrze lepiej mi zrobi, jednak ojciec i matka nie spali jeszcze ,a ja nie mogłem wyjść z pokoju, poza tym nie chciałem ryzykować ,że powtórzy się to co na lekcji ,a może nawet coś gorszego.
Podszedłem do okna, mój pokój był na piętrze więc trochę ryzykowałem, ale gdy spojrzałem w dół, nie poczułem ani trochę strachu. Uchyliłem stanowczym ruchem okno po czym przecisnąłem się i już chwytałem parapet gdy poczułem jak tracę równowagę , nie zdążyłem dobrze się chwycić i runąłem wprost do ogródka. Przez chwilę nie mogłem zaczerpnąć tchu, gdy już puściło i mogłem oddychać chodź z trudem, podparłem się dłońmi i podniosłem na tyle ile byłem w stanie, lecz gdy próbowałem wstać, poczułem przeszywający ból w całej nodze i upadłem. Powoli spojrzałem na obolałą nogę i zobaczyłem zakrwawione spodnie. Wyglądało na to ,że jest złamana, nie byłem w stanie na niej stanąć. Nie miałem pojęcia co zrobić, położyłem się na trawię by złapać trochę sił ,ale po chwili poczułem pieczenie nie do wytrzymania, zaciskałem zęby na tyle ile tylko pozwalała mi szczęka, ale ból był nie do zniesienia. Nie wiedziałem co się dzieje, spojrzałem na nogę ,a ze spodni unosił się jakby dym. To był przerażający widok ,a zarazem ból, na szczęście po chwili ustał.
Otarłem łzę spływającą mi po policzku, która pojawiła się zaraz po tym gdy pieczenie ustało ,a ja mogłem poluzować zaciśniętą szczękę. Wyciągnąłem trzęsące się ręce w kierunku nogi i powoli zacząłem je podwijać nogawkę, gdy dotarłem do miejsca plamy krwi, nic tam nie było, ani rany, ani zadrapania, nic. Cokolwiek właśnie się zdarzyło, sprawiło ,że jeszcze bardziej pogubiłem się w tym wszystkim. Coraz bardziej odczuwałem potrzebę odpowiedzi na wszystkie pytania jakie wyrosły mi w głowie w wyniku tego co się działo ze mną i nie tylko, wiedziałem ,że mogłem znaleźć je tylko w jednym miejscu ale nie miałem odwagi się tam udać.
Stwierdziłem ,że nie mam wyjścia i muszę iść do Alana i z nim porozmawiać, tylko jemu mogłem zaufać i wiedział co się wydarzyło. Podniosłem się i ruszyłem w kierunku jego domu. Gdy dotarłem na miejsce, w jego domu już było ciemno co znaczyło ,że nie mogę tak po prostu zapukać i poprosić go, wkradłem się do jego ogródka i wspiąłem na balkon. Wiedziałem ,że jeszcze nie będzie spał i nie myliłem się, jak zwykle siedział przy książce i czytał. Zapukałem w szybę w nadziei ,że nie skończy się to czymś gorszym niż ochrzan. Alan skoczył na równe nogi z przerażenia, po czym wściekły podszedł do balkonu otworzył drzwi i na wpół szeptem powiedział:
Oczy same się zamykały, były tak ciężkie.. zobaczyłem koło siebie jakiś cień jakby postać w czerni lecz nie byłem w stanie nic zrobić, w końcu zasnąłem. Obudziłem się późnym wieczorem, głowa pękała mi z bólu, jakbym balował przez miesiąc, rozglądnąłem się po pokoju ale nikogo nie było. Oparłem się o ścianę i zacząłem rozmyślać nad tym, co zrobić, nie miałem pojęcia jak sobie pomóc, zostałem zupełnie sam. Czułem smutek ,a jednocześnie gniew, żal do wszystkich za to ,że tak jest, zacząłem obwiniać w myślach każdą osobę ,którą znam. Coraz więcej nienawiści wypełniało moje serce, chodź rozum nie potrafił pojąć dlaczego i skąd się to bierze. Musiałem coś zrobić zanim gniew znów wróci, wziąłem jakiś magazyn ,który miałem pod ręką i zacząłem przeglądać ale to nic nie dawało, był już wieczór ale poczułem ,że muszę wyjść, liczyłem ,że świeże powietrze lepiej mi zrobi, jednak ojciec i matka nie spali jeszcze ,a ja nie mogłem wyjść z pokoju, poza tym nie chciałem ryzykować ,że powtórzy się to co na lekcji ,a może nawet coś gorszego.
Podszedłem do okna, mój pokój był na piętrze więc trochę ryzykowałem, ale gdy spojrzałem w dół, nie poczułem ani trochę strachu. Uchyliłem stanowczym ruchem okno po czym przecisnąłem się i już chwytałem parapet gdy poczułem jak tracę równowagę , nie zdążyłem dobrze się chwycić i runąłem wprost do ogródka. Przez chwilę nie mogłem zaczerpnąć tchu, gdy już puściło i mogłem oddychać chodź z trudem, podparłem się dłońmi i podniosłem na tyle ile byłem w stanie, lecz gdy próbowałem wstać, poczułem przeszywający ból w całej nodze i upadłem. Powoli spojrzałem na obolałą nogę i zobaczyłem zakrwawione spodnie. Wyglądało na to ,że jest złamana, nie byłem w stanie na niej stanąć. Nie miałem pojęcia co zrobić, położyłem się na trawię by złapać trochę sił ,ale po chwili poczułem pieczenie nie do wytrzymania, zaciskałem zęby na tyle ile tylko pozwalała mi szczęka, ale ból był nie do zniesienia. Nie wiedziałem co się dzieje, spojrzałem na nogę ,a ze spodni unosił się jakby dym. To był przerażający widok ,a zarazem ból, na szczęście po chwili ustał.
Otarłem łzę spływającą mi po policzku, która pojawiła się zaraz po tym gdy pieczenie ustało ,a ja mogłem poluzować zaciśniętą szczękę. Wyciągnąłem trzęsące się ręce w kierunku nogi i powoli zacząłem je podwijać nogawkę, gdy dotarłem do miejsca plamy krwi, nic tam nie było, ani rany, ani zadrapania, nic. Cokolwiek właśnie się zdarzyło, sprawiło ,że jeszcze bardziej pogubiłem się w tym wszystkim. Coraz bardziej odczuwałem potrzebę odpowiedzi na wszystkie pytania jakie wyrosły mi w głowie w wyniku tego co się działo ze mną i nie tylko, wiedziałem ,że mogłem znaleźć je tylko w jednym miejscu ale nie miałem odwagi się tam udać.
Stwierdziłem ,że nie mam wyjścia i muszę iść do Alana i z nim porozmawiać, tylko jemu mogłem zaufać i wiedział co się wydarzyło. Podniosłem się i ruszyłem w kierunku jego domu. Gdy dotarłem na miejsce, w jego domu już było ciemno co znaczyło ,że nie mogę tak po prostu zapukać i poprosić go, wkradłem się do jego ogródka i wspiąłem na balkon. Wiedziałem ,że jeszcze nie będzie spał i nie myliłem się, jak zwykle siedział przy książce i czytał. Zapukałem w szybę w nadziei ,że nie skończy się to czymś gorszym niż ochrzan. Alan skoczył na równe nogi z przerażenia, po czym wściekły podszedł do balkonu otworzył drzwi i na wpół szeptem powiedział:
Alan: Czy Ciebie powaliło? Wynoś się stąd!
Neythan: Posłuchaj mnie.
Alan: Nie mam zamiaru z Tobą gadać, co ci odwaliło by się włamywać do mnie, zejdziesz tak jak wszedłeś i módl się byś nie obudził nikogo w domu - złapał za klamkę od drzwi i zaczął je powoli zamykać
Neythan: Musisz mnie wysłuchać, tylko Tobie mogę to powiedzieć i zaufać. Po prostu mnie wysłuchaj i pójdę sobie.
Alan spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem i powiedział:
Alan: Masz chwilę i potem się wynosisz, nie obchodzą mnie twoje problemy ale ja nie chcę mieć kolejnych przez Ciebie.
Neythan: Nawet nie wiem od czego zacząć. Po tej wycieczce na górę...stało się ze mną coś..
Alan: Nie rozumiem, możesz jaśniej? -zaplątał ręce i oparł się o ścianę udając zaciekawionego
Neythan: Wtedy gdy wszedłem do zamku, to nie do końca było z mojej własnej chęci, coś mnie tam zmusiło do zejścia, tam na dole było coś..nie umiem tego wytłumaczyć ale od tamtej pory dzieje się ze mną coś dziwnego.
Alan: Co konkretnie, masz na myśli to co zrobiłeś na Matmie?
Neythan: To tylko nie wielka część. W domu, moja twarz się zmieniła, w lustrze widziałem jak moje oczy stają się czarne, a na plecach pojawiły się u mnie dziwne symbole.
Alan: Ty zacząłeś ćpać prawda? Wiedziałem ,że narobisz mi problemów- westchnął, kręcąc głową
Neythan: Ja nie biorę nic, to jest prawda, spójrz!
Ściągnąłem koszule i pokazałem mu te symbole, Alan troszkę był zaskoczony ale szybko znalazł na to własne wytłumaczenie:
Alan: Heh nie dość ,że bierzesz to jeszcze tatuaż sobie walnąłeś...pięknie
Neythan: Ja nie biorę!
W tym momencie, rana znów zaczęła piec. Zdenerwowałem się po czym zobaczyłem jak twarz Alana z szyderczego uśmiechu zamienia się w przerażenie malowane na bladej jak kreda skórze. Cofnął się ode mnie kilka kroków i powiedział spokojnym głosem:
Alan: Dobrze, Neythan wierzę, tylko teraz się uspokój..
Neythan: Nie rozumiem, nagle mi wierzysz? Bo podniosłem głos?
Alan: Nie...twoje oczy na prawdę się zmieniły.. Co się z Tobą stało? -spytał drżącym głosem
Neythan: Nie mam pojęcia, ale odpowiedź na to wszystko znajdę tylko w jednym miejscu.
Alan: Nie! Nie ma mowy! Coś wykombinujemy, a do tego czasu musisz starać się panować nad nerwami.
Neythan: Gdyby to było takie proste...
Alan: Nie ma innego wyjścia. wróć teraz do domu, a ja jutro zadzwonię i poszukamy informacji.
Neythan: Dobra...dzięki stary, przepraszam Cię jeszcze raz.
Alan: Nie ważne, po prostu zajmijmy się teraz tym. Leć już póki ojciec nie wstał na nocną przekąskę.
Powoli wydostałem się z posesji Alana i udałem się do domu. Udało mi się jakimś cudem wdrapać do pokoju, położyłem się i z troszkę szczęśliwszy mogłem zasnąć, przynajmniej odzyskałem kumpla i nie zostałem z tym samemu. Powoli zaczynałem myśleć ,że już po mnie.


Boże, cudowne <33 to tak wciąga :3 a muzyka idealnie dopasowana to opowiadania ;) uwielbiam Cię człowieku<3
OdpowiedzUsuń