~Randka z upadłym aniołem~
Przyznam ,że pomysł ze zdobyciem krwi nie był jednak tak prosty jak mi się zdawało, przecież nie skaleczę dziewczyny w dodatku ,która jest tutaj nowa i wszyscy są nią zafascynowani. Musiałem wpaść na jakiś sposób by wyciągnąć Ją ze sobą lecz wcześniej przygotować cały plan tak by wyglądało to na niewinny, nieszczęśliwy wypadek. Zakiel nie określił ile jej trzeba więc drobna rana jej nie zabije ,a myślę ,że wystarczy. To zadanie wiele będzie mnie kosztować bo zdobycie jej zaufania możliwe jest tylko jeżeli będę dla niej miły i będę robił te wszystkie pierdoły ,których może oczekiwać ode mnie. Postanowiłem zaprosić Ją na wspólny wypad w miasto pod pretekstem ''szybkiego poszerzenia jej wiedzy o okolicy''. Nie było to trudne, szybko dała się namówić, tak więc pozostało mi tylko zaplanować kolejność zdarzeń i sam wypadek. Siedziałem przy laptopie szukając jakiś dobrych miejsc w ,których nie ma zbyt wiele ludzi jednocześnie odpowiadające jej samej by nie zniechęcić ofiary już na starcie. Gdy głowiłem się nad planem, znienacka za moimi plecami pojawił się Abbadon. Był On drugim wysłannikiem Pierwszego, jednak mniej kontaktowy niż mój Mistrz:
Abbadon: Natychmiast ruszasz ze mną, Pierwszy oczekuje pilnie twojej obecności - powiedział ciężkim głosem po czym położył rękę na ramieniu Neytana
Neythan: Ale Ja..... - w tym momencie dookoła Neythana pojawił się czarny obłok dymu w ,którym oboje zniknęli
Pierwszy raz podróżowałem w typowy dla Demonów sposób, chodź zawsze wydawało mi się ,że używają skrzydeł, jednak to nie zmieniło faktu iż w momencie gdy wylądowaliśmy, poczułem jak cofa mi się całe drugie śniadanie wraz z obiadem do pary. Gdy już udało mi się opanować odruch wymiotny usłyszałem głos Pierwszego. Nie dało się wyczuć wzburzenia co sugerowało już na starcie ,że dzieje się coś ciekawego bynajmniej dla mnie:
Głos: Neythanie czy twoje zadanie przynosi jakieś owoce? - spytał, wyraźnie panując nad nerwami ,które dość nieudolnie próbował ukryć.
Neythan: Mam już plan i właśnie dopracowywałem go gdy do mojego pokoju wpadł twój sługa i wyciągnął mnie na wycieczke
Głos: Rozumiem, musisz nam wybaczyć, jednak powinieneś również być świadomy tego co co dzieje się od ponad tygodnia otóż do miasta powróciła jednostka aniołów z samym archaniołem na czele, co bardzo mnie zdziwiło bo ostatni raz byli tutaj podczas bitwy, a to miejsce było jako pierwsze przez nich przeszukane, na nasze szczęście niezbyt dokładnie czego nie byli świadomi. Same anioły nie byłyby problemem jednak obecność Archanioła wiele może zniszczyć.
Neythan: W jaki sposób mogą nam zagrozić? - Temat okazał się znacznie ciekawszy niż zakładałem
Głos: Archanioł jest w stanie wyczuć najmniejszą negatywną energię jeżeli jest niedaleko ,a ponieważ jesteś jednym z nas, dla niego nie będzie to problem.
Neythan: Więc po prostu muszę go unikać.
Głos: Nie jesteś w stanie go nawet rozpoznać ,a gdy już ci się uda, będzie za późno, jeszcze nie jesteś w stanie wyczuwać energii aniołów ,a Oni będą pod ludzką postacią. Nie zakładałem takiego przebiegu wydarzeń ze względu właśnie na to ile minęło czasu od ich ostatniego pobytu w tym mieście dlatego dla bezpieczeństwa naszego i swojego własnego będziesz musiał zostać tutaj pod opieką Zakiela, wyślę Abbadona by odnalazł i miał oko na ewentualne zmiany w mieście. Ten oddział nie może niczego tutaj odkryć ,a tym bardziej dotrzeć do tej góry. Ty zaś będziesz miał więcej czasu na szkolenie, Zakiel zadba o to by nikt nie miał podejrzeń co do twego nagłego zniknięcia.
Bardzo nie podobał mi się ten pomysł z przetrzymywaniem mnie tutaj ale nie miałem innego wyjścia. Przytaknąłem po czym Abbadon dostarczył mnie do domu i dał mi jeden dzień na przygotowanie się i zadbanie o wszystko co mogłoby zwrócić na mnie uwagę. Zakiel zajął się szkołą i rodzicami, a mnie pozostało tylko odwołać spotkanie z Felicją. To może mi utrudnić dalszy przebieg planu ale to w tym momencie było najmniejszym problemem.
Na drugi dzień zaraz po szkole, wyszedłem wraz z Felicją. Poszliśmy razem do parku nieopodal szkoły, usiedliśmy na ławce przy fontannie ,a Ja jej opowiadałem o okolicach jednak musiałem bardzo pilnować czasu. Mimo iż opowiadając, błądziłem wzrokiem po okolicy, kątem oka widziałem jej spojrzenie ,które ani na chwilę nie zmieniło swojego celu. Przyglądała mi się z wyraźnym zaciekawieniem chodź nie wiem co Ją mogło aż tak wciągnąć bo w tym mieście nic ciekawego nie ma, a dobrym mówcą to Ja na pewno nie jestem. W końcu nie wytrzymałem, odwróciłem się w jej stronę po czym spytałem:
Neythan: Aż tak jesteś ciekawa tego miasta? - odpowiedź ,której oczekiwałem była bardziej zaskakująca niż mi się wydawało
Felicja: Miastem nie, raczej jego konkretnym mieszkańcem - uśmiechnęła się jednak szybko zawstydziła się, odwracając wzrok w kierunku fontanny, nerwowo bawiąc się kosmykiem włosów.
Przyznam ,że zatkało mnie na szczęście Ona chyba również nie była zadowolona z tego ,że powiedział to na głos, co było widać po drastycznie szybkim zaczerwienieniu się jej policzków. Od razu zmieniła temat, tym razem jej wzrok pozostał skupiony na fontannie:
Felicja: Tak więc gdzie chcesz mnie zabrać potem hm?
To był ten niezręczny moment, w dodatku jakby stresu było mało, dostrzegłem czekającego na mnie Zakiela:
Neythan: No tak, eh muszę Cię bardzo przeprosić, ale wypadło mi Coś bardzo ważnego dość niespodziewanie, dowiedziałem się o tym dopiero wczoraj ,a dziś już muszę jechać...ehh mam nadzieje ,że nie będziesz na mnie za to zła. - spytał opuszczając głowę, przywdziewając smutny wyraz twarzy
Felicja: No trudno, to nie twoja wina przecież, może innym razem. Mimo wszystko dziękuje za dziś, jednak dobry z ciebie przewodnik - uśmiechnęła się delikatnie po czym dodała:
Felicja: Wiesz, odnośnie tego co wtedy palnęłam....Ja przepraszam, nie wiem co mi strzeliło do głowy, mam nadzieje ,że nie jesteś zły? - zawstydziła się i opuściła wzrok lekko zasmucona
To było bardzo dziwne uczucie, w tej chwili musiałem udać uśmiechniętego, pocieszyć Ją ,a to wszystko na oczach mojego Mistrza. Bardziej zażenowany czuć się nie mogłem. Spojrzałem na nią, wysiliłem się na ten uśmiech po czym jedynym sposobem by uniknąć dalszych niezręcznych, odpowiedziałem żartobliwie:
Neythan: Nic się nie stało, wynagrodzisz mi to przy następnym zadaniu z matmy
Felicja: Ha ha bardzo śmieszne, sama ledwo rozumiem, ten nauczyciel to tyran - parsknęła śmiechem
Neythan: Ooo nie jestem jedyny, jak miło hahahah
W tym momencie przeszyło mnie takie dziwne uczucie, jakby dobre, dawno tego nie czułem. Ruszyliśmy w stronę wyjścia po czym rozstaliśmy się na rynku. Wbiegłem szybko w najbliższą uliczkę i czekałem na Zekiela, po chwili wszedł za mną, uśmiechnął się i powiedział:
Zakiel: Bardzo ciekawa scenka, chyba nie zawstydziłeś się z mojego powodu? - zaśmiał się po czym złapał mnie za ramie i ruszyliśmy w stronę wzgórza.


Długo czekało się na ten rozdział :p Podobał mi się ;) Ci nowi przybysze mnie zaciekawili ;) Ciekawe co dalej ;)
OdpowiedzUsuńNa koniec przydałby się gif z jakimś sarkastycznym uśmieszkiem :p
OdpowiedzUsuń