~Miasto upadłych~
Prolog
Opowiem wam moją historię lecz zacznę ją od innego początku......Zapewne znacie takie istoty jak anioły prawda? Założę się ,że tak, tak więc kiedyś, baardzo dawno temu, pewien anioł zbuntował się, przez co doszło do wielkiej wojny wysoko na niebie. Stoczyły ją białe, dobre anioły z tymi ,którzy postanowili pójść w ślady swojego zbuntowanego brata. Wojna przeniosła się na ziemie, gdzie ucierpiało wiele niewinnych ludzi. Białe anioły postanowiły zebrać ludzi w jednym miejscu i część z nich dostała zadanie by strzec ich do końca wojny. To wszystko trwało 72 dni, a na ziemi nie było źdźbła ,które nie byłoby uczestnikiem rzezi ,która na szczęście rozstrzygnęła się dobrze dla białych aniołów. Ledwo ale ostatecznie udało się im pokonać buntowników, a ich przywódce, którego nazwano Pierwszym Upadłym, trójca archaniołów postanowiła, ukarać zamykając w Szeolu. Było to miejsce ,które do niedawna było traktowano jako pustkę ale szybko wypełniła się wojskiem Pierwszego ,a zaś On sam zasiadł tam niczym w więzieniu. Pierwszy nie mógł wydostać się z niego dlatego starał się za wszelką cenę znaleźć coś w rodzaju szpary, jak dziurka od klucza ,która miała służyć do zapoczątkowania swojego planu, na ziemi bowiem ukryło się wiele upadłych aniołów ,które wystraszyły się konsekwencji swoich czynów. Niektórzy z nich wykorzystali do tego ludzkie kobiety ,które miały ich ukryć. Wiele z nich zostało znalezionych i również zesłanych w to samo miejsce gdzie reszta, lecz Upadły pokładał nadzieje w tym ,że któryś z jego sług pozostał nieuchwytny. Tak też było, jednak ani Upadły ani Archaniołowie nie mogli go znaleźć ponieważ jeden z upadłych aniołów, w przeciwieństwie do swoich braci, wbrew wszelkim zasadą, obdarzył kobietę uczuciem śmiertelników. To uczucie sprawiło ,że postanowił zrezygnować zarówno z nieba jak i skrzydeł i zapieczętował je, dzięki czemu stał się człowiekiem. Minęło wiele tysięcy lat od wielkiej wojny, ale Upadły był nieugięty..................i oto zaczyna się moja historia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I
Pamiętam ,że gdy byłem bardzo mały, ojciec co wieczór opowiadał mi historię tego miasta, o wielkich aniołach i tym jak schronili tutaj wiele ludzi, bronili dzielnie po czym gdy wojna się zakończyła, ludzie w geście wielkiej wdzięczności, wybudowali tutaj osadę ,którą nazwano ''Angels Island'' potem z biegiem czasu nazwa zamieniła się na Winged City. Ta opowieść nigdy się nie nudziła bo zawsze potrafił ją opowiedzieć w inny sposób. Zawsze sobie wyobrażałem ,że jestem takim białym aniołem ,który wygrywa ze złem i spycha ich w dół. W miarę upływu czasu, gdy dorastałem, historię te już tak mnie nie ciekawiły, stawałem się już dorosły i poważny ( jeżeli można tak powiedzieć o nastolatku ) , zacząłem wieczory spędzać ze znajomymi, a moje myśli zajęła szkoła i inne pierdoły ,których strasznie nie trawiłem. Jedyne co pozostało po tych niesamowitych opowieściach to, fakt ,że mój ojciec był aż za bardzo przywiązany do nich, a co za tym szło, gdy się urodziłem, mama zgodnie z ojcem postanowili dać mi na imię Natanael. Przyznam ,że jako dziecko, moje imię napawało mnie dumą, bo gdy bawiłem się ze swoimi przyjaciółmi, moje imię najwięcej znaczyło w tej zabawie, Jak się domyślacie, gdy już podrosłem i ''spoważniałem'' , zaczęło mi przeszkadzać, więc trochę go zmieniłem i dzięki moim znajomym, ludzie zaczęli mi mówić Neythan.
Nie byłem kimś niezwykłym, byłem zwykłym chłopakiem z przedmieść, jednak moja rodzina z kolei się wyróżniała, ponieważ wywodziła się z tego miasta, żaden członek mojej rodziny, nigdy podobno nie przeniósł się nigdzie, Ja miałem być tym pierwszym ,który opuści rodowite miasto i pojedzie w świat. Rodzice nie byli tym zachwyceni lecz ja tym się nie przejmowałem. Gdy zaczął się college, poznałem swojego przyjaciela Alan. Byliśmy jak bracia, nawet podzielaliśmy jedno marzenie, aby wyjechać w świat. Jedyną cechą Alana ,która czasem mnie troszkę drażniła, była jego chorobliwa religijność ale po roku, wspólnego mieszkania w akademiku, przywykłem. Zaczęła się druga klasa, byliśmy strasznie podekscytowani i mimo iż była to dopiero druga klasa, my już żyliśmy przygotowaniami do nieuniknionego wyjazdu.
Przyznam ,że nasz entuzjazm szybko gasiły lekcje ,które potrafiły czasami ciągnąć się bardziej niż żelki ,które Alan uwielbiał podjadać na lekcjach. Czasem nuda ustępowała ,popisowym wygłupom naszych klasowych bez mózgów ,które zawsze kończyły się tą samą pielgrzymką do pedagoga. Niecierpliwie, Gdy przychodziła ostatnia godzina nauki, nasze oczy, regularnie kierowały się w stronę zegara ,który ociężale i z wielkim oporem poddawał się każdej minucie. Nie było to zwykłe oczekiwanie końca, lekcji w celu wyrwania się już z tej zatęchłej budy, by po prostu odpocząć, oj nie. Codziennie wraz z Alanem, o tej samej porze wybieraliśmy się na małą survivalową wycieczkę na wzgórza, za miastem. Jedyny plus tego miasta był taki, że było otoczone ośmioma górami, a każda z nich była na swój sposób, niepowtarzalnym wyzwaniem, jednak my mieliśmy dostęp tylko do dwóch, ponieważ reszta była porośnięta gęstymi lasami, które były owiane bardzo złymi legendami, Jedna z gór jak mówią mieszkańcy, należała do samego Pierwszego Upadłego, któremu udało się ją zająć. Był to jego ostatni punk jaki udało mu się zdobyć nim został pokonany, jednak legendy mówią ,że stacjonował tam na tyle długo by pozostawić po sobie coś co mogłoby sprowadzić tylko nieszczęście na ludzi. Jako dzieci, faktycznie baliśmy się tych legend, jednak gdy człowiek dorasta, powoli przestaje przejmować się tym co ludzie mówią i ciekawość bierze górę. Pewnego dnia, wybraliśmy się w nasze stałe miejsce z Alanem, tym razem gdy tak siedzieliśmy i oglądaliśmy miasto z góry, odwróciłem się do niego i powiedziałem:
Przyznam ,że nasz entuzjazm szybko gasiły lekcje ,które potrafiły czasami ciągnąć się bardziej niż żelki ,które Alan uwielbiał podjadać na lekcjach. Czasem nuda ustępowała ,popisowym wygłupom naszych klasowych bez mózgów ,które zawsze kończyły się tą samą pielgrzymką do pedagoga. Niecierpliwie, Gdy przychodziła ostatnia godzina nauki, nasze oczy, regularnie kierowały się w stronę zegara ,który ociężale i z wielkim oporem poddawał się każdej minucie. Nie było to zwykłe oczekiwanie końca, lekcji w celu wyrwania się już z tej zatęchłej budy, by po prostu odpocząć, oj nie. Codziennie wraz z Alanem, o tej samej porze wybieraliśmy się na małą survivalową wycieczkę na wzgórza, za miastem. Jedyny plus tego miasta był taki, że było otoczone ośmioma górami, a każda z nich była na swój sposób, niepowtarzalnym wyzwaniem, jednak my mieliśmy dostęp tylko do dwóch, ponieważ reszta była porośnięta gęstymi lasami, które były owiane bardzo złymi legendami, Jedna z gór jak mówią mieszkańcy, należała do samego Pierwszego Upadłego, któremu udało się ją zająć. Był to jego ostatni punk jaki udało mu się zdobyć nim został pokonany, jednak legendy mówią ,że stacjonował tam na tyle długo by pozostawić po sobie coś co mogłoby sprowadzić tylko nieszczęście na ludzi. Jako dzieci, faktycznie baliśmy się tych legend, jednak gdy człowiek dorasta, powoli przestaje przejmować się tym co ludzie mówią i ciekawość bierze górę. Pewnego dnia, wybraliśmy się w nasze stałe miejsce z Alanem, tym razem gdy tak siedzieliśmy i oglądaliśmy miasto z góry, odwróciłem się do niego i powiedziałem:
Neythan: Chcę zrobić coś jeszcze nim opuścimy to miasto.
Alan: To znaczy? - spojrzał ze zdumieniem na Neythana
Neythan: Chcę wejść na zakazaną górę i przekonać się czy te legendy zawierają chociaż ziarnko prawdy.
Alan: Zwariowałeś? - popukał się w czoło
Przecież wiesz dobrze o tym ,że nie zależnie od legend, ta góra jest niebezpieczna, a nikt nie odważy się pójść z nami, a bez profesjonalnego wsparcia, nie damy rady. Z resztą ja podzielam zdanie, mieszkańców, ta góra nie bez powodu jest nazywana zakazaną, tam nikt się nie zapuszczał od...od zawsze, ostatnia grupa badawcza, która postanowiła spróbować, nie wróciła stamtąd.
Neythan: Eee tam, oni nie znali tak dobrze tych okolic, my to co innego ,a dodatkowo od dawna przecież się szkolimy na tych wzgórzach.
Alan: Nie podoba mi się ten pomysł.
Neythan: Ja już postanowiłem, chcę przeżyć coś w tym życiu ,a nie tylko siedzieć w mieście i żyć tą monotonią.
Alan: Przecież mamy już plany, i lepiej przy nich zostać bo przy twoich pomysłach, nie doczekamy ich.
Neythan: Jeżeli nie chcesz iść, to sam pójdę, do niczego Cię nie zmuszam- odwrócił wzrok, dając wyraźne znaki poirytowania , reakcją Alana.
Alan: Wiesz dobrze o tym ,że nie puszczę Cię samego...ehh ale jak tylko będzie coś nie tak, to wracamy, ok? -Alana przeszył dreszcz na samą myśl o wyprawie.
Neythan: Będzie dobrze, zobaczysz - Neythan uśmiechnął się po czym wstał i przeciągnąwszy się dodał- Ruszamy w przyszłym tygodniu, chodź trzeba się dobrze przygotować.
Str.1


Wow!
OdpowiedzUsuńZapowiada się cholernie ciekawa historia. Prolog świetnie ci wyszedł. Czekam na więcej i serdecznie pozdrawiam.
Dziękuje..przyznam ,że cholernie bałem się pierwszej oceny :/ Mam fabułę i postaram się w nią tchnąć jak najwięcej bo chcę by ta powieść powstała w wersji książki :3 Jeszcze raz dziękuje
UsuńNie było czego się bać. To ją dziękuję za to że kawałek twojego tekstu był miłą odmianą w tym beznadziejnym, wczorajszym dniu.
Usuń